#5Pamiętniki Podpokładowe. Kawusia.

Majowe pijańśtwo

Piję kawę bez cukru, z mlekiem, siedząc na niebieskim leżaczku na piątym deku. Jest piękny słoneczny majowy poranek, całe moje ciało zgłodniałe promieni słonecznych wchłania je bezgłośnie. Dobiega do mnie delikatny świergot ptaków, to chyba wróble, i to na pewno te same, które zwykły wydziobywać okruchy spod zielonej, grubej, dziurkowanej maty na siódmym deku. Tam zawsze coś znajdują, jakieś resztki z talerzyków gości zdmuchnięte przez wiatr, czasem też same odważnie podfruwają do siedzących przystolikach ludzi, domagając się odrobiny ciasta z jabłkami lub wafla. Wróble przyportowe, pokładowe, brakuje im tylko przepaski na oko.

Co chwilę ktoś z załogi wyłania się z wnętrza statku, by też opromienić swoją twarz, pstryknąć zdjęcie, wrzucić do sieci, aby inni też wiedzieli, że: tu oto jestem gdzie i słońce jest. Potem taki ktoś zapomina o tym, po co tu przyszedł, przewijając rutynowo fejsbuka.

Magia chwili

Kawa mi się kończy, a ja przeciągam tą chwilę sącząc coraz to mniejsze łyczki z papierowego kubeczka. Zamykam lekko powieki, i pojawia się czerwone iskrzące światło, trwam tak przez kilkanaście sekund, aż czuję zmęczenie w oczach, więc pocieram je energicznie palcami, i otwieram. Przerwa skończyła mi się 5 minut temu, a ja wciąż siedzę nieruchomo i staram się dobrze zakodować tą chwilę, by w ciężkich momentach życia pamiętać, jak niewiele do szczęścia potrzeba.

BetkaKretka

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s