#2Plemię_Karen – Śniadanie i inne specjały

Jadłospis Karen dyktuje dżungla i przydomowy ogródek; warzywa, ryby i mięso i oczywiście garść papryczki chilli do każdej potrawy. Ja nie jem mięsa, więc nie zasmakowałam mięsnych specjałów, ale jestem w stanie sobie te mięsne wariacje wyobrazić. Ptaki, leśne małe zwierzęta, węże, prosiaki i bydło. Larwy wydłubane z bambusa też – ale to już przysmak całej Tajlandii.

 

Swoją drogą, bambus to niesamowite drzewo, zanim chińskie garnki dotarły do tajskiej dżungli, to właśnie bambus służył jak garnek – szybkowar, i podobnie jak przy liściach bananowca, potrawa ugotowana w bambusie smakuje o niebo lepiej.


17392951_1608417125865318_1932979201_n

 


“Ryżem pokonana”

Pełna micha ryżu, ryby, kapusta przysmażona na patelence z jajkiem i obowiązkowa pasta chili. Jajo na twardo i banany z rusztu – ale to już dzieło mojego kaprysu.

Obiad i kolacja z niewielką wariacją: zupa z trawy i robaków, malutkich krewetek, mini rybek z lokalnego bajorka, albo własnej hodowli. Czasem dynia (wiiiii!) a na deser banany suszone w słońcu, zdezynfekowane/ugotowane na parze, łącznie z mrówkami, które nie zdążyły z nich zwiać.

Po pierwszym dniu prawie umarłam z przedawkowania ryżem, czułam jak balansuje pomiędzy żołądkiem a gardłem. Zdezerterowałam i odtąd podstawą mojego jadłospisu zostało jajo i banany z dodatkiem białego „pieczywa”, a raczej tej kwadratowej gąbczastej struktury tostowej leniwie imitującej chleb.

Gar z bambusa

Zielony, ociosany bambus a w środku bulgoczący w wodzie ryż lub zupa rybna z dużą ilością polnych ziół, obwicie doprawiona cebulą i chili. Wszystko zatopione w płomieniach ognia, pomału dochodzące do pełni smaku. Może taki specjał smakiem świata nie podbije, ale ma w sobie coś z uroku naszych polskich prażonych.

Bambus ma tę moc!

 

17349141_1608417175865313_1756485119_o

17392938_1608417249198639_804213512_n

 

Zupa z młodych pszczółek

 

Pikanteria pochłania wszystkie inne smaki i może właśnie dlatego ta zupa jest zjadliwa? Pszczoła to nie skorpion, ale też ma żądło – tym razem nie dałam za wygraną, chwyciłam palcami za skrzydełka jedną z pszczelich koleżanek i włożyłam do ust. Raz, dwa, trzy, cztery – – pogryzione i połknięte. Smak? Ostry, ale nie powala, pszczoła nieco chrupka. Wciąż oddycham, ale nie polecam alergikom. Teraz będę się chwalić swoim wyczynem do końca świata, więc się na to przygotujcie.

 Betka

17440230_1608417319198632_1873517999_n

 

PS.

Dwie chichoty przyszły w odwiedziny w Niedzielę, siedzą i się śmieją, a ja się śmieję z ich śmiechu. Potem dochodzi tłumacz i wyjaśnia mi, dlaczego im tak wesoło.

Po obiedzie, czyli swojej porcji ryżu, stwierdziły, że spróbują kanapki z jajkiem — tak po zachodniemu. Jak pomyślały tak też zrobiły, a jajo utknęło im gdzieś pomiędzy żołądkiem a gardłem. Jak jednej tak i drugiej, myślały, że zejdą z tego świata, tak były najedzone.

Niemal umarły, nie przez jajko, ale zchłyśnięcie łzami śmiechu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s